11 października 2014

Essie Forever Yummy

Essie Forever Yummy mam już od jakiegoś czasu w posiadaniu. 

Szczerze, nie do końca byłam przekonana do tego koloru, ale to pewnie dlatego, ze kupiłam go latem i wydawał mi się za ciemny na pazurki. Teraz na jesień jest jednak idealny :)

Jak wiecie z czerwonym lakierem do paznokci, to tak jak z mała czarna sukienka, zawsze lepiej jest ja mieć w swojej szafie. Pasuje na każdą okazje. Taki troszkę ciuszek SOS :)

Mi brakowało własnie czerwonego lakieru i któregoś pięknego i słonecznego dnia postanowiłam, ze przyszedł ten czas, aby go w końcu kupić. Tak wiec, gdy tylko znalazłam ten lakier w drogerii DM od razu wylądował w moim koszyku. 

Kolor to przepiękna czerwień, ale nie intensywna, ciepła, lecz wpadająca bardziej w chłodną czerwień, która w sztucznym świetle wpada w lekki odcień koloru bordowego.


Aplikacja jest mega przyjemna. Lakier ma szeroki pędzelek, co umożliwia szybkie i równomierne rozprowadzenie lakieru na paznokciach. 

Aby uzyskać pełne krycie wystarczy tak naprawdę jedna grubsza warstwa lakieru, lub dla lubiących cienkie warstwy, dwie. 



Ja z lakierami Essie się bardzo lubię i na moich pazurkach trzymają się nawet do 5 dni. Jeszcze do tego z Top Coat'em Essie Good to Go tworzą idealny zespół. 

Jak dla mnie zakup jak najbardziej udany.

A Wy macie swoja ulubiona czerwień tej jesieni?

Pozdrawiam Was ciepło :)

JoAsia

07 lipca 2014

Magiczne działanie suchego ojeku NUXE

Dziś postanowiłam opowiedzieć Wam troszkę o firmie Nuxe i mojej przygodzie z nią.

Jeśli nie znacie tej firmy, to przybliżę Wam ją troszkę. 

Oto opis, jaki znalazłam w internecie:

Jest to francuskie laboratorium kosmetyczne od 1957 roku produkujące kosmetyki na 
bazie naturalnych komponentów. Aromateriapia jest jedną z podstaw firmy. Deklarują sprzeciw wobec opakowań, które nie nadają się lub nie pochodzą z recyclingu, oraz wobec wyssanych z palca obietnic o działaniu swoich produktów. Wszystkie kosmetyki nadają się dla cer wrażliwych, nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego czy olejów mineralnych (takich ja ciekła parafina czy wazelina) oraz barwników, a opakowania nadaję się do ponownego przetworzenia. Hasłem przewodnim firmy jest: La Nature est généreuse, respectons la .... czyli "Natura jest hojna, szanujmy ją".

Jakiś czas temu dostałam w GlossyBox'ie suchy olejek z Nuxe. Była to mała próbka, chyba 10 ml, którą wykończyłam bardzo szybko. Specjalnie nie nastawiałam się na magiczne działanie tego olejku, ale jak już mi się trafiła taka próbeczka, stwierdziłam, że warto ją przetestować.

Już po pierwszym użyciu moja skóra była jakby odmieniona, no ale nie chciałam zaraz tak od razu wystawić pozytywnej opini i używałam dalej, aż sięgnęłam dna. 

Codziennie przyglądałam się mojej skórze i ze zdziwieniem i zarazem uśmiechem na twarzy widziałam, że się zmienia na lepsze. 

Moja skóra przez kilkanaście dni używania nabrała blasku, wyglądała na zdrową i wypoczętą. Mimo, że był to olejek, to nie zapchał mi porów, wręcz przeciwnie wygładził moją skórę i nawilżył. Dobrze się wchłaniał i nie brudził pościeli.

Zabrałam się więc za szukanie olejku w drogeriach i w sklepach internetowych. Jakże było moje wielkie zdziwienie, jak zobaczyłam cenę w jednej z drogerii 50 Eur, pomyślałam - szaleństwo, 50 Eur to troszkę za dużo dla mnie, żeby wydać na taki olejek. No i tak szukałam dalej, bez większych rezultatów.

W końcu zupełnie przypadkowo, w jednej z polskich aptek, zobaczyłam zestaw z Nuxe z olejkiem, olejkiem z brokatem i kremem. WOW - pomyślałam, że to jest to, ten zestaw jest dla mnie idealny, a cena - po prostu marzenie 50zl :):):):)

Mówię Wam jak ją zobaczyłam, to miałam takiego banana na twarzy, że aż mój mąż się zapytał, co mi jest  :D:D:D




Obie wersje zamknięte są w szklanej, eleganckiej, estetycznej butelce. Olejek ma przepiękny zapach, ciepły i zmysłowy. Moim zdaniem zapach różni się w zależności od wersji, mi bardziej odpowiada zapach bezdrobinkowego olejku.

Produkt znakomicie nawilża, odżywia i nabłyszcza skórę. Dobrze się wchłania, nie brudzi ubrań. Wersja drobinkowa przepięknie podkreśla skórę muśniętą słońcem. Nadaje jej blask i luksusowy efekt nawilżenia.

Olejek bezdrobnikowy nakładam na buzię na noc pod krem, drobinkowy zaś nakładałam (już dosięgłam dna:( )na dekolt lub delikatnie pod makijaż, ale nie za dużo, bo inaczej wyglądałam jak święcąca kula.

Używałam go również na włosy, ale jedynie na końcówki, odrobinkę. Za duża ilość powoduje, że włosy się przetłuszczają i są ociężałe.

Skład:

Huile Prodigieuse® OR - wersja z drobinkami

ISOPROPYL ISOSTEARATE, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL, DICAPRYLYL ETHER, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, CORYLUS AVELLANA (HAZEL) SEED OIL, MICA, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL, SILICA, PARFUM/FRAGRANCE, TOCOPHEROL, CI 77891/TITANIUM DIOXIDE, BORAGO OFFICINALIS SEED OIL, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, CI 77491/IRON OXIDES, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT, HYPERICUM PERFORATUM FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL SALICYLATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL [N1006/E].


Huile Prodigieuse - Wersja bez drobinek

ISOPROPYL ISOSTEARATE, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE*, DICAPRYLYL ETHER, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, CORYLUS AVELLANA (HAZEL) SEED OIL, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL, PARFUM/FRAGRANCE, TOCOPHEROL, BORAGO OFFICINALIS SEED OIL, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT, HYPERICUM PERFORATUM FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL SALICYLATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL [N1005/E].

I jeszcze kilka słów na temat kremu. Ja miałam wersję na dzień Creme Prodigieuse, mówię miałam, bo już mi się skończył :(.

Cena to niestety ok 100zl, dużo, ale krem jest boski. Jedyny minus to brak filtru, i jak na krem na dzień, to tak naprawdę "must", no ale jestem to w stanie mu wybaczyć.

Nawilżał, odświeżał, poprawiał gładkość skóry, mój ideał. Zapach słodki, relaksujący, typowy dla tej firmy. Lekko matuje skórę, co przy mojej tłustawej skórze jest wielkim plusem. Nie jest to typowy gel'ik, ale bardziej masełko, co mi zupełnie nie przeszkadzało w używaniu. 

Szczerze polecam do skór mieszanych -dla suchych lepsza będzie wersja Enriche na noc, bo ta może być za słaba.

Skład:

Crème Prodigieuse - krem przeciwutleniający, zwalczający stres skórny

AQUA/WATER, GLYCOL PALMITATE, OCTYLDODECYL MYRISTATE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, DIMETHICONE, ARACHIDYL ALCOHOL, GLYCERIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, HYDROXYETHYL ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, BEHENYL ALCOHOL, LAUROYL LYSINE, TOCOPHEROL, BENZYL ALCOHOL, ARACHIDYL GLUCOSIDE, CAPRYLOYL GLYCINE, PARFUM/FRAGRANCE,  CITRIC ACID, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM HYDROXIDE, POLYSORBATE 60, SORBITAN ISOSTEARATE, TETRASODIUM EDTA, DEHYDROACETIC ACID, HYDROLYZED LUPINE PROTEIN, THEOBROMA CACAO (COCOA) LEAF CELL EXTRACT, AGERATUM CONYZOIDES LEAF EXTRACT, SODIUM BENZOATE, LIMONIUM NARBONENSE FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT, BENZYL SALICYLATE, LINALOOL, LIMONENE, CITRONELLOL, GERANIOL [N2203/C].

Podsumowując jestem zachwycona tymi produktami i już czaję się na jakieś promocje w aptekach !!!

A Wy miałyście już okazję używać tych produktów, jak się u Was sprawdziły?

Wasza JoAsia.

14 kwietnia 2014

KIKO Water Eyeshadows

Ostatnio stałam się wielką fanką kosmetyków KIKO. Są to kosmetyki włoskie, produkowane w Milanie.

W Niemczech są ogólnodostępne i można je kupić w sklepie stacjonarnym lub online.

Moją uwagę przyciągnęły cienie do oczu, m.in te z serii "water", czyli "na mokro" i dziś chciałam je Wam zaprezentować.

Zakupiłam cztery odcienie w kolorystyce raczej "bezpiecznej", no może z wyjątkiem pomarańczowego cienia :)

Może zacznijmy od opakowania. Proste, czarne, kwadratowe, plastikowe, porządnie wykonane. Nie ma w nim nic błyszczącego, ale też nie razi swoją prostotą. Powiedziałabym, że jest wręcz eleganckie.

Waga 3g, co jest sporo jak na cień. Ważność zużycia 18 miesięcy po otwarciu.


Jak otworzyłam pudełko, ukazał mi się cień o dziwnym kształcie, jakby "sfalowanym". Jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Cienie błyszczą jak się na nie patrzy. Ma się wrażenie, że otworzyło się pudełeczko ze skarbem w środku. Gdyż opakowanie niepozorne, a środek zaskakujący. Jest nawet i lusterko :)


Ja pokusiłam się o cztery kolory. Cienie są piękne, pięknie się noszą, zarówno na sucho, jak na mokro. Są mocno napigmentowane, drobno zmielone, łatwe w aplikacji i nie osypują się. Określiłabym je jako satynowe, pięknie prezentują się na oku.

Poniżej porównanie cieni nałożonych na mokro i na sucho.

228 Taupe

205 Chocolate

218 Grapefruit Pink

202 Golden Mauve


Plusy (+) :
- proste, zgrabne opakowanie z lusterkiem
- prześliczny falowany kształt cienia
- satynowe wykończenie
- drobno zmielone cienie, nie osypują się
- aplikacja na mokro i na sucho
- świetna pigmentacja
- wielkość 3g, co uważam za sporo jak na cień

Minusy (-) :
- brak nazwy cienia na opakowaniu, są podane tylko numery. Niestety jest tak z prawie każdym produktem Kiko. Nazwę produktu możemy znaleźć na stronie internetowej lub w sklepie.

Jeśli chodzi o cenę, to nie wiem, gdzie ją umieścić. Dla mnie jest to tak +/-
- cena 8,90 Eur, ale KIKO ma często promocję i można je dostać za 5-6 Euro.

A Wam jak się spodobały te cienie? Miałyście okazję już je używać?

Pozdrawiam Was cieplutko

JoAsia